Constantin Christomanos o cesarzowej Sisi
Wszedłem do salonu z taką samą powagą jak poprzedniego dnia. Cesarzowa siedziała przy stole ustawionym na środku pokoju i nakrytym białym obrusem. Wydawało się, że jest okryta białą koronkową szatą; jej włosy opadały na podłogę, otulając całą sylwetkę. Widoczna była tylko niewielka część jej twarzy, przypominająca słodką twarz Madonny o migdałowych oczach. Widok ten był dla mnie nowy, ale bardziej urzekający niż wszystko, co widziałem wcześniej. Odpowiedziała na mój ukłon lekkim skinieniem głowy i powiedziała:
„Jak spałaś podczas pierwszej nocy w Burgu? Mam nadzieję, że nie gorzej niż zwykle. Nie jest to miejsce tak piękne jak Lainz”, dodała, „ale całkiem nadaje się na nocleg”.
„Wyruszamy o jedenastej”, dodała.
Wtedy rozpoczęła się lekcja. Cesarzowa pisała bardzo szybko. Ściskała pióro mocno – bez wątpienia był to dziecięcy nawyk, który zachowała tylko dlatego, że nauczyciele prawdopodobnie ją za to karali. Co więcej, kiedy pisze, cała jej postawa wyraża dziecięcą grację, uroczą nieporadność, która kontrastuje ostro z jej majestatyczną postawą. Wpatruje się intensywnie w papier i pióro, jakby próbowała zmusić je do pisania starannie i poprawnie. Ale szybkie litery pędzą do przodu i zderzają się ze sobą, wolne od wszelkich konwencji.
„Czy moje brzydkie pismo cię zaskakuje? Jest takie samo jak ja” – mówi mi. „Nie chce być posłuszne”.
Robi też duże plamy fioletowym atramentem – cesarskim fioletem – jedynym, którym pisze, nabierając go ze złotego kałamarza; cienkie arkusze bibuły są rozrzucone po stole, a ona suszy każdą stronę, uderzając ją pięścią.

Komentarze
Prześlij komentarz